Jak ułożyć długi urlop na Islandii: najpierw decyzje, potem mapa
Masz dwa–trzy tygodnie i apetyt na aktywne wakacje. Pytanie brzmi: jak połączyć najlepsze trasy trekkingowe i samochodowe na Islandii tak, by pogoda nie popsuła planu, a logistyka nie zjadała czasu? Dobre odpowiedzi zaczynają się od kilku prostych wyborów.
Kluczowe pytania, które układają cały wyjazd
- W jakim miesiącu jedziesz i jaka będzie dostępność dróg (w tym F-roads w interiorze)?
- Czy priorytetem są trekkingi wielodniowe (np. Laugavegur, Hornstrandir), czy aktywna pętla samochodowa z jednodniowymi wędrówkami?
- 2WD czy 4×4? Czy planujesz wjeżdżać w interior i przekraczać rzeki?
- Noclegi: namiot i schrony górskie, czy pensjonaty i hotele? A może miks?
- Jakie masz doświadczenie w nawigacji, przeprawach przez rzeki, jeździe po szutrze?
Termin i sezon: co otwarte, co zamknięte
Na klasyczną pętlę dookoła wyspy (Ring Road – Droga nr 1) optymalny jest okres od czerwca do września. Interior z drogami F zwykle otwiera się w drugiej połowie czerwca lub na początku lipca i bywa zamykany już we wrześniu po pierwszych opadach śniegu. Późna wiosna (maj) to spokój i ptaki, ale część atrakcji i odcinków szutrowych może być niedostępna. Jesień (wrzesień/październik) daje szansę na zorze i mniejsze tłumy, ale dzień jest krótszy, a pogoda bardziej kapryśna.
Auto 2WD czy 4×4 i co to zmienia
Do pętli Ring Road w sezonie 2WD wystarczy. Jeśli jednak chcesz wjechać do Landmannalaugar, Kerlingarfjöll, Askja czy przez szlaki Kjölur (F35) i Sprengisandur (F26), realnie potrzebujesz 4×4, prześwit i opony w dobrym stanie. Na większości F-roads występują przeprawy przez rzeki – ubezpieczenie standardowe ich nie pokrywa. Zawsze sprawdzaj komunikaty drogowe i pogodowe.
Trekkingi vs roadtrip: jak to pogodzić
Dobry schemat na długi wyjazd to 1–2 wielodniowe treki wplecione w pętlę samochodową z jednodniowymi wędrówkami. Unikaj dwóch długich marszów pod rząd – wstaw „dzień kołowy” albo krótszą, widokową trasę. W planie miej bufor 1–2 dni na niepogodę, szczególnie jeśli celem jest Hornstrandir lub Fimmvörðuháls.
Rezerwacje, które robią różnicę
Schrony na Laugavegurze i w Hornstrandir potrafią się zapełnić na miesiące naprzód. Wynajem 4×4 i popularne pensjonaty na Snæfellsnes czy w rejonie Mývatn w sezonie też schodzą szybko. Jeśli stawiasz na namiot, przygotuj sprzęt sztormoodporny – wiatr na Islandii jest częstszym problemem niż deszcz.
14 dni samochodem dookoła Islandii z intensywnymi trekkingami po drodze
Pętla Ring Road to najpewniejszy wybór na pierwszy długi urlop. Łączy wodospady, geotermię, lodowce, czarne plaże i klify, a po drodze jest mnóstwo krótkich szlaków. Poniżej zarys „aktywnych” 14 dni z propozycjami konkretnych wędrówek.
Dni 1–2: Reykjavik, Reykjanes i rozgrzewka w Golden Circle
Po przylocie wybierz trasę przez półwysep Reykjanes: latarnia Reykjanesviti, klify Valahnúkamöl, geotermalne pole Gunnuhver i most między płytami tektonicznymi. Na nocleg do Reykjaviku lub Hafnarfjörður. Dzień 2 to Golden Circle z modyfikacją „aktywną”:
- Thingvellir: spacer w szczelinie Almannagjá i do wodospadu Öxarárfoss (2–3 km).
- Geysir/Strokkur: naturalny gejzer; ścieżki wokół pola geotermalnego.
- Gullfoss: dodatkowe przejście krawędzią kanionu (krótki, ale efektowny spacer).
- Reykjadalur nad Hveragerði: 2–3 godziny podejścia do rzeki z gorącą wodą i kąpiel w naturze.
Dni 3–4: Południe – od Seljalandsfoss po lodowiec Skaftafell
Jedź wzdłuż południowego wybrzeża. Po drodze wodospad Seljalandsfoss z obejściem „za kurtyną” i Gljúfrabúi w wąwozie obok. Przy Skógafoss rozważ krótki odcinek szlaku Fimmvörðuháls w górę rzeki Skóga – pierwsze kilometry to kaskady jedna po drugiej. Następnie Dyrhólaey i czarna plaża Reynisfjara (silne fale, trzymaj dystans od wody). Nocleg okolice Vík.
Dzień 4 do Parku Narodowego Vatnajökull, rejon Skaftafell: trzy świetne opcje trekkingowe do wyboru lub łączenia:

- Svartifoss i pętla po płytach lawowych (ok. 5–6 km).
- Punkt widokowy Sjónarnípa i czoło lodowca Skaftafellsjökull (8–10 km).
- Krótsze wejście na Kristínartindar dla zaawansowanych (długi dzień, dobre warunki).
Jeśli starczy czasu, przejazd do lagun Jökulsárlón i Fjallsárlón – krótkie podejścia do brzegów lagun, plaża Diamentowa ze szczątkami lodu.
Dni 5–6: Fiordy Wschodnie – pustka, renifery i zielone doliny
Po lodowcach i czarnych plażach zmienia się skala i tempo. Na Stokksnes z profilem Vestrahornu podjedziesz niemal pod sam brzeg, ale lepszym pomysłem jest spacer po wydmach i mokradłach – fale, mgła i piasek tworzą spektakl światła, który najczęściej oglądasz sam. Dalej wzdłuż fiordów mijasz ciche osady (Djúpivogur, Fáskrúðsfjörður), gdzie dzień „sam jedzie”. Zatrzymaj się tam, gdzie akurat widać renifery na zboczach – to jedyne miejsce na Islandii, gdzie żyją dziko.
W rejonie Egilsstaðir masz dwie bardzo różne wędrówki. Pierwsza to Hengifoss i Litlanesfoss: 2–3 godziny marszu kanionem, bazaltowe kolumny i czerwone warstwy gliny w ścianie – geologia rozłożona jak przekładaniec. Druga, ambitniejsza, to Stórurð pod górami Dyrfjöll: cały dzień po zielonych łąkach i morenie z turkusowymi oczkami wodnymi. Dojazd szutrem do Borgarfjörður Eystri jest spokojny dla 2WD w sezonie, ale przy niskiej chmurze na przełęczy widoczność spada do kilku metrów; w takiej sytuacji odłóż Stórurð na lepszą pogodę.
Dni 7–8: Mývatn i Krafla, dalej przełom Jökulsá á Fjöllum
Wokół Mývatn wszystko dzieje się „tuż pod skórą” ziemi. Krótka pętla po polach lawowych Leirhnjúkur pokazuje świeże jęzory z erupcji Krafli, a skraj krateru Hverfjall odsłania północ jak na mapie hipsometrycznej. Hverir bulgocze i dymi – to dobre miejsce, by porozmawiać o siarce i temperaturach wrzenia, ale też o wietrze: kiedy wieje, opary gryzą w oczy, więc przejdź szlak pod wiatr. Na koniec dnia krótki spacer w Dimmuborgir między lawowymi „basztami”.
Następnego dnia jedziesz wzdłuż kanionu Jökulsá á Fjöllum. Dettifoss i Selfoss najlepiej łączą się jednym marszem (wejścia z obu brzegów; w sezonie zwykle wygodniejszy jest wschodni). Dalej punkt Hafragilsfoss z widokiem na łuk rzeki i finał w Ásbyrgi – koń rozwarty w skalnym podkowie, z pętlą po dnie kanionu wśród brzózek. Jeśli morze spokojne, po drodze można wstąpić do Húsavíku na rejs za wielorybami; gdy prognoza zapowiada wiatr z północy, przełóż to na inny dzień.
Dni 9–10: Północ – Goðafoss, Akureyri i grzbiety Tröllaskagi
Goðafoss to krótki przystanek i dobry moment na „oddech” planu. W Akureyri nie trzeba spędzać wielu godzin – kawy przy porcie wystarczy, by poczuć inne tempo niż na południu. Prawdziwa zabawa jest dalej, na półwyspie Tröllaskagi. Droga prowadzi wzdłuż fiordów przez Dalvík i Ólafsfjörður do Siglufjörður, a pomiędzy nimi jest kilka przełęczy, na które wchodzi się w 1,5–3 godziny. W pogodny dzień krótkie grzbietowe wejście nad Héðinsfjörður wygląda jak lot dronem bez drona: lodowiec w tle, morze pod stopami. Alternatywnie zrób półdniową wycieczkę w rezerwacie Svarfaðardalur – ścieżki są czytelne, a dolina szeroka i bezpieczna na „dzień regeneracyjny”.
Dni 11–12: Półwysep Vatnsnes i Snæfellsnes – foki, klify i marsze po lawie
Z Tröllaskagi kierunek na zachód przez Skagafjörður do półwyspu Vatnsnes. Tu rytm wyznacza przypływ i odpływ. Skała Hvítserkur wygląda jak smok pijący z morza, ale dojście pod filar jest bezpieczne tylko przy odpływie; wąski pas plaży szybko znika, gdy woda wraca. Lepsze, spokojne obserwacje daje spacer przy Illugastaðir – foki leżą na skałach, a ścieżka biegnie po trawiastym brzegu. Jeśli morze niespokojne, podjedź na punkt widokowy nad Ósar i obejrzyj zatokę z dystansu.
Dalej czeka Snæfellsnes – miniatura całej Islandii na jednym półwyspie. Dzień układasz pod wiatr: kiedy chmura trzyma szczyty, wybierz linię brzegową, przy przejaśnieniach wchodź wyżej. Najbardziej „percepcyjny” marsz to klify między Arnarstapi i Hellnar (tam i z powrotem ok. 5 km): most skalny, łuki bazaltu i ptasie kolonie tuż nad wodą. W wąwozie Rauðfeldsgjá latem bywa strumień – przejście wymaga butów, które mogą zamoknąć, a na początku łatwo zlekceważyć śliskie głazy. Po południu dołóż krater Saxhóll ze schodami na krawędź oraz czarną plażę Djúpalónssandur z „kamieniami siłaczy”.
Jeżeli masz zapas energii i okno pogodowe, rozważ lekkie wejście na stożek Eldborg od strony szlaku przy farmie Snorrastaðir – ścieżka jest wyraźna, a widok na lawowe pola „czyta” topografię półwyspu jak z atlasu. Sam przejazd przez Berserkjahraun to z kolei dobra lekcja o tym, jak świeża i chropowata może być lawa – krótkie postoje przy zatoczkach pozwalają wejść bezpiecznie kilka kroków w głąb pola.
Uwaga dla spragnionych wysokości: droga przez przełęcz u stóp Snæfellsjökull bywa przejezdna tylko dla 4×4 i często długo trzyma śnieg; nawet latem zamknięcia nie są rzadkością. Na nocleg wygodne bazy to Grundarfjörður, Ólafsvík lub Arnarstapi – skracają dojazdy między punktami i dają elastyczność przy pogodzie „w kratkę”.

Dni 13–14: Dolina Borgarfjörður, Hvalfjörður i finał pod Glymurem
Ostatni łuk pętli prowadzi przez zachodni interior nizinny. Deildartunguhver paruje jak lokomotywa – to jedno z najsilniejszych źródeł geotermalnych w Europie. Kilkanaście minut dalej Hraunfossar i Barnafoss pokazują wodę sączącą się setkami strug prosto z lawowego klifu do turkusowej rzeki – nie trzeba wielkiego marszu, żeby zobaczyć pełną scenę, ale warto zejść na dwa-trzy punkty widokowe, bo perspektywa zmienia proporcje kaskad.
Húsafell, lawowe korytarze i finał nad Glymurem
Jeśli masz pół dnia zapasu, zatrzymaj się w rejonie Húsafell. To jedna z nielicznych „zielonych plam” Islandii – łagodny las brzozowy, trasy spacerowe wzdłuż potoków i świetna baza wypadowa do jaskiń lawowych. Víðgelmir jest największa i dostępna wyłącznie z przewodnikiem (oświetlenie, kask, kładki), co dla wielu osób jest komfortowym wprowadzeniem do podziemnej geologii. Surowsza Surtshellir wymaga latarki czołowej i pewności poruszania się po nierównym, ostrym podłożu – to teren wyłącznie dla osób obywatnych w takich warunkach; bez doświadczenia lepiej wybrać wariant z przewodnikiem. Ciekawostka: w jaskiniach lawowych zimą potrafią utrzymywać się lodowe formacje, choć na powierzchni dawno już roztopił się śnieg.
Przejazd do Hvalfjörður domyka pętlę i prowadzi pod Glymur – drugi co do wysokości wodospad w kraju i bardzo satysfakcjonujący trekking na koniec wyprawy. Szlak ma kilka wariantów; pętla z widokami na obie krawędzie kanionu zajmuje 3–5 godzin (6–9 km, ok. 400 m przewyższenia). Początek prowadzi przez niski skalny tunel (Þvottahellir), po czym ścieżka wspina się na zbocze. Latem bywa kładka lub pień nad potokiem, który trzeba przekroczyć, ale nie jest to gwarantowane – po ulewach przejście może wymagać brodzenia powyżej kolan. W takim wypadku zrób wejście i zejście tym samym brzegiem: widoki na sam wodospad i tak są pełne. Na kilku trawersach zamontowano liny do asekuracji; podłoże bywa żwirowe i sypkie, więc zejścia planuj bez presji czasu. Prosta zasada: jeśli poziom wody lub wiatr budzą wątpliwości, odwróć trasę wcześniej – ekspozycja w górnej części kanionu potrafi zaskoczyć nawet doświadczonych.
Wieczorem dojazd do Reykjaviku zamyka koło. Jeśli dzień jest długi, szybki spacer po klifach Akranes albo kąpiel w jednej z miejskich pływalni geotermalnych działa lepiej niż tłoczne spa – mięśnie podziękują przed lotem.
Warianty interioru na 1–2 dni: Landmannalaugar, Kerlingarfjöll, Askja
Przy długim urlopie łatwo wpleść krótki wypad w interior. Daje to zupełnie inny obraz wyspy: mniej oceanu, więcej pary i kolorów skał. Wjazd wymaga 4×4 na drogach oznaczonych literą „F” oraz gotowości do fordów (przejazdów przez rzeki). Alternatywą są autobusy górskie i wycieczki z miejscowymi operatorami.
Landmannalaugar (F208/F225) to paleta żółci i zieleni na zboczach ryolitowych. Na jednodniowy wypad najczęściej łączy się krótkie wejścia na Bláhnjúkur i Brennisteinsalda pętlą przez Laugahraun oraz wąwóz Grænagil. Po marszu czeka kąpiel w gorącej rzece. Nawet w lipcu na grani mogą leżeć łatki śniegu, a mgła gasi kontrasty – przy słabej widoczności trzymaj się wydeptanych ścieżek i tyczek.
Kerlingarfjöll przy F35 (Kjölur) to kotły geotermalne Hveradalir poprzecinane kładkami. Marsz jest krótki, ale intensywny sensorycznie: siarka, para, pastelowe zbocza i śnieżne płaty obok siebie. To dobry „wnętrzny przystanek” dla kierowców, bo dojazd F35 nie wymaga trudnych fordów, choć bywa wyboista.
Najbardziej odludna wrażeniowo jest Askja (F88/F905/F910). Szlak do krateru Víti i nad jezioro Öskjuvatn to 2–3 godziny w krajobrazie księżycowym. Sezon jest krótki, śnieg potrafi trzymać do lata, a fordy bywają zdradliwe – jeśli nie masz doświadczenia, pojedź z kierowcą terenowym. Mała dygresja geologiczna: „Víti” znaczy „piekło”, ale woda bywa lodowata; kąpiel jest ryzykowna i oficjalnie odradzana.
Jak to wpleść w trasę? Landmannalaugar pasuje po Dniu 2–4 (po Golden Circle i przed Skaftafell), Kerlingarfjöll między Golden Circle a północą (przejazd F35), a Askja jako boczny wypad z Mývatn. Zostaw wtedy jeden dzień „buforowy” na gorszą pogodę – interior rzadko wybacza pośpiech.
Rytm długiej trasy: jak nie „przegotować” nóg i planu
Długa pętla przez Islandię to nie sprint. Lepszą strategią niż codzienny „maks” jest ustawienie 2–3 kotwic tygodnia – dłuższych, ważnych marszów – i budowanie wokół nich luźniejszych dni z krótszymi spacerami. Pozostawiaj okna pogodowe: półwysep Snæfellsnes i interior są kapryśne, za to południe i Mývatn częściej dają alternatywy w niższych chmurach. Tankuj „od połowy baku” i planuj zakupy w miastach powiatowych (Selfoss, Egilsstaðir, Akureyri), bo małe sklepy na fiordach działają krótko i nie zawsze codziennie.
Pomagają trzy proste nawyki: rano rzut oka na prognozę wiatru i opadu (vedur.is), status dróg i przepraw (road.is), a przed dłuższymi wejściami krótkie zgłoszenie planu w serwisie SafeTravel. W praktyce zajmuje to pięć minut, a później oszczędza godzin główkowania nad mapą w deszczu.
Na koniec jedna rada operacyjna: wybierz jeden „cel marzeń” na tę podróż i podporządkuj mu elastyczność reszty. Zmienna pogoda bywa wtedy sprzymierzeńcem – kiedy dasz sobie margines, Islandia częściej odsłania najlepsze kadry dokładnie wtedy, gdy na nie jesteś gotowy.
Decyzje sprzętowe, które ratują dzień w terenie
Tu nie wygrywa „najdroższe”, tylko „najbardziej użyteczne”. Warstwy zamiast grubych ubrań dają kontrolę nad temperaturą: bielizna z wełny lub syntetyku, lekki polar, wiatrówka oraz szczelna kurtka i spodnie przeciwdeszczowe z prawdziwą membraną. Bawełna szybko chłonie wodę i długo schnie – omijaj ją w warstwach bazowych. Dwie pary rękawic (cienkie i ciepłe) plus komin na szyję często robią większą różnicę niż kolejny „high-tech” gadżet.
Buty trekkingowe powinny trzymać kostkę i mieć solidny bieżnik. Nawet latem na północnych zboczach trafiają się płaty śniegu oraz sypkie piargi; kijki odciążają kolana w zejściach i pomagają w płytkich brodach. Stuptuty (ochraniacze) nie są konieczne, ale po deszczu oszczędzają skarpetki i nerwy. Na wczesny sezon (maj/czerwiec) lekkie raczki bywają przydatne na twardych płatach śniegu – nie zastąpią raków w terenie wysokogórskim, ale dodają pewności na krótkich oblodzonych fragmentach ścieżek.
W plecaku trzy drobiazgi „wysokiej zwrotności”: worki wodoszczelne (albo po prostu grubszy worek jako liner do plecaka), czołówka nawet latem (mgła potrafi ściąć widoczność do kilku metrów) oraz apteczka z opatrunkiem hydrożelowym na otarcia. Elektronika? Mapy offline (np. ściągnięte kafelki OpenStreetMap lub 3D z map.is), powerbank i ładowarka samochodowa 12 V – interior „zjada” baterie przez zimno i ciągłe fotografowanie. Na dłuższe przejazdy przyda się dodatkowy płyn do spryskiwaczy: sól, pył i owady potrafią zasłonić szybę w godzinę.
Noclegi polowe wymagają odpornego namiotu i porządnych śledzi. Wiatr to realny „krytyk sprzętu”: niskie, geodezyjne konstrukcje i mocne odciągi wygrywają z wysokimi, widowiskowymi kopułami. Zapas taśmy i kilka zapasowych linek rozwiązuje 90% kłopotów w bazie. Gaz turystyczny (mieszanka butan/izobutan/propanu) kupisz w większych miasteczkach; kartusze przebijane są mniej popularne – łatwiej o warianty z gwintem. W schroniskach interioru obowiązują rezerwacje, a „dzikie” nocowanie przy drodze jest w wielu regionach ograniczone – przed snem szukaj legalnego kempingu zamiast polowania na „idealną miejscówkę”.
Szuter, mostki i brody: prowadzenie auta bez dramatów
Islandzki szuter jest szybki tylko w teorii. „Tarka” (pofałdowania) i luźny żwir wydłużają drogę hamowania; do tego dochodzą ślepe garby (blindhæðir) i wąskie mosty. Zasada prostsza niż ograniczenia prędkości: widzisz kurz przed sobą – zwalniasz wcześniej, a na garbach trzymasz się prawej i nie zmieniasz pasa. Na mostach jednotorowych pierwszeństwo ma ten, kto wjechał pierwszy lub jest bliżej – lepiej odpuścić niż „wymuszać”. Owce nie znają przepisów: jeśli matka jest po jednej stronie, a jagnię po drugiej, prawie zawsze któreś wbiegnie na jezdnię w ostatniej chwili.
Drogi górskie F to osobna kategoria – prowadzą przez brody i luźną nawierzchnię. Zwykłe AWD nie zastąpi prześwitu i opon terenowych na ostrych kamieniach; do tego część wypożyczalni wyklucza konkretne trasy w umowie. Jeśli plan zawiera ford, przygotuj decyzję zanim wjedziesz do wody. Krótka, praktyczna sekwencja pomaga uniknąć błędu „bo inni przejechali”:
- Ocena miejsca: najszerszy odcinek zwykle bywa najpłytszy; unikaj wlotów i wylotów z zakrętem nurtu. Sprawdź, gdzie wyjedziesz – twardy, łagodny brzeg po drugiej stronie to klucz.
- Głębokość i dno: jeśli bezpieczne, podejdź pieszo brzegiem i sondą (kijek) sprawdź przepływ i podłoże. Glacjalne rzeki rosną po południu – rano są zwykle niższe.
- Przejazd: niski bieg, stała, powolna prędkość tworząca niewielką „falę dziobową”. Pas przez nurt lekko w dół rzeki, bez zmiany biegów pośrodku. Pasy odpięte, okno lekko uchylone. Jeśli cokolwiek budzi wątpliwości – czekasz lub zawracasz.
Na zwykłym szutrze nie spuszczaj powietrza z opon w aucie z wypożyczalni; zwiększa to ryzyko uszkodzeń i bywa niezgodne z umową. Jeszcze jedno: nie jeździmy poza drogami. Ślady po jednym „skrótowym” przejeździe zostają w tundrze latami – to nie pustynia, która się „zdmuchnie”.
Sezon i światło: kiedy wydłużać marsze, a kiedy skracać
Okno „długiego dnia” otwiera się w maju i zamyka pod koniec lipca – na północy słońce ledwo muska horyzont i daje luksus elastycznego startu szlaku. W sierpniu nadal jest jasno długo, ale interior zaczyna się powoli zamykać; pierwsze śniegi na przełęczach potrafią spaść już we wrześniu. Większość dróg F realnie funkcjonuje od późnego czerwca do końca sierpnia (z wyjątkami jak Askja, gdzie śnieg trzyma dłużej).
Jesienią dzień skraca się szybko: we wrześniu światło bywa najstabilniejsze fotograficznie, ale poranki są chłodne, a wiatr częściej „tnie” z północy. Październik pozwala połączyć ostatnie dłuższe spacery z pierwszymi nocami z zorzami (gdy niebo jest czyste), za to wiele górskich dróg jest już zamkniętych. Zimą trekking zamienia się w krótkie wycieczki dzienne, natomiast samochodowo przybywa możliwości w lodowych jaskiniach z przewodnikiem. Prosta praktyka: planuj dłuższe wejścia na czas, gdy wiatr spada poniżej 10–12 m/s, a opad ma przerwy. Wysokie chmury są sojusznikiem w krajobrazie – ostre słońce na lawie i śniegu męczy szybciej niż wilgotna mżawka.
Wielodniowe trekkingi: trzy kierunki o różnym charakterze
Jeśli urlop jest długi, warto dorzucić 3–6 dni marszu z plecakiem i prostą logistyką dojazdów. Każdy z poniższych wariantów ma inny klimat i wymagania, ale łączy je jedno: stabilny plan noclegów i elastyczność wobec pogody.






